Sklep internetowy korzysta z plików Cookies zgodnie z celami określonymi w Polityce Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików Cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Więcej szczegółów znajdziesz w polityce Cookies.

Chili



Milly Home: Twoje obrazy w przeważającej części są ciemne, czy to także odzwierciedlenie ponurych emocji?
Chili: Nie, to raczej sposób pokazania szarej rzeczywistości, która otacza nas każdego dnia. Nawet najbardziej ekscytujące miejsca stają się dla nas szare i ponure, gdy widujemy je codziennie. Zamiast magii, ukazuje się przed naszymi oczami ich tajemnicza, nie zawsze piękna, strona. Każde miasto ma swoją tajemnicę, ulice, których lepiej nie odwiedzać i ludzi, z którymi lepiej nie rozmawiać.

Milly Home: Czy w takim razie inspirujesz się dużymi miastami?
Chili: Natchnienia szukam w wysoko zurbanizowanych osiedlach, gdzie każdy blok wygląda dokładnie tak samo, mimo że ludzie, którzy tam mieszkają są totalną mieszanką osobowości i charakterów. Są jednak niewolnikami tych jednolitych osiedli, mieszkają tam, bo wiąże ich praca, studia czy obowiązki wobec rodziny. To, co naprawdę mnie fascynuje to fakt, że nawet w takich nieciekawych miejscach, ludzie wciąż pozostają sobą, zachowują swoją ludzkość, rozwijają się, a nawet stają się artystami.

Milly Home: Czy nie sądzisz, że inspiracja miastem jest trochę jak inspiracja pop kulturą?
Chili: To prawda, miasto jest pop kulturą w pewnym sensie, ale przecież pop to tylko miłe, radosne i powierzchowne wcielenie miasta, podczas gdy większość z nas doświadcza miast właśnie w ponurej wersji. To raczej kino noir niż kolorowa kreskówka. Dlatego moja fascynacja wiąże się też ze sposobem opisu miast jako miejsc zbrodni, jako zagłębia biedy i nędzy. Uwielbiam Dostojewskiego i jego wizję Petersburga. Takie też są moje obrazy, pokazują normalnych ludzi, którzy z reguły nie są zauważani.

Milly Home: Poza kolorami ważnym elementem Twoich prac jest też typografia.
Chili: Tak, wciąż wierzę, że to słowa mają największą moc. Raz wypowiedziane pozostawiają ślad na zawsze. Ale ja się nimi bawię, nie traktuję ich poważnie. W zasadzie, jako znaki językowe nie mają żadnego znaczenia. Używam ich jako elementów dekoracyjnych. Widziane niemal wszędzie, tracą swoje pierwotne piękno w oczach większości z nas, są jedynie narzędziami. Chcę, aby ludzie spojrzeli na nie inaczej i być może odkryli, że litery to też kształty: nowoczesne, ładne i ekspresyjne.

Zobacz więcej:
Chili
Freja
Gade
Jannic
Julie
Line B
Mark
Milla
Oline
Peter
Thykjaer